Za co jeszcze możemy być wdzięczni?

Gratitude Day

Dzisiaj, 22 września, jest Światowy Dzień Wdzięczności. Siedzę sobie z kawą w moim cieplutkim mieszkanku i myślę o tej wdzięczności. Tak mi przyszło do głowy, że ostatnimi czasy wdzięczność stała się trochę oklepanym tematem.

Cały czas słyszymy, że trzeba być wdzięcznym.

Za zdrowie.
Za rodzinę.
Za dom.
Za ludzi, których kochamy.
Za piękne chwile.

I oczywiście — są to rzeczy, za które warto być wdzięcznym.

Ale dzisiaj chciałabym trochę przewrotnie namówić Was do zastanowienia się, czy można być wdzięcznym również za te rzeczy, które wcale nie wydawały się dobre, kiedy się wydarzyły.

Za utratę pracy.
Za rozstanie.
Za nieudaną relację.
Za plan, który nie wypalił.
Za drzwi, które się przed nami zamknęły.

Bo czy można być wdzięcznym za coś, co początkowo było dla nas powodem do złości, smutku albo rozczarowania?

Myślę, że tak.

Nie dlatego, że samo wydarzenie było dobre. Nie musimy przecież udawać, że utrata pracy była wspaniałym doświadczeniem albo że rozstanie nie bolało.

Wdzięczność może pojawić się dopiero później, kiedy spojrzymy na pewne wydarzenia z dystansu i zobaczymy, dokąd nas zaprowadziły.

Utrata pracy może otworzyć nowe możliwości rozwoju. Zmusić nas do nauczenia się czegoś nowego, zmiany kierunku albo w końcu do zrobienia czegoś, na co od dawna nie miałyśmy odwagi.

Rozstanie może dać przestrzeń na poznanie kogoś nowego. Ale może też — i chyba przede wszystkim — dać nam możliwość poznania samej siebie. Tego, czego naprawdę chcemy i na co już nie chcemy się godzić.

Czasami dopiero po czasie okazuje się, że coś, co wtedy wydawało się końcem, było tak naprawdę początkiem czegoś zupełnie nowego. To właśnie te nasze życiowe „kłody pod nogi”, mniejsze lub większe, czasami prowadzą nas w miejsca, do których nigdy nie trafilibyśmy z własnej woli.

I właśnie dlatego dziś pomyślałam, że może warto być wdzięcznym nie tylko za to, co dobre, ale również za to, co doprowadziło nas do czegoś dobrego.

Za wszystkie zamknięte drzwi.
Za wszystkie nieudane plany.
Za decyzje, które kiedyś bolały.
Za sytuacje, których wtedy zupełnie nie rozumiałyśmy.

Bo gdyby nie one, być może nie byłybyśmy dzisiaj dokładnie w tym miejscu.
Nie byłybyśmy tymi samymi osobami.
Nie znałybyśmy tych ludzi.
Nie miałybyśmy tych doświadczeń.
Nie wiedziałybyśmy o sobie tego wszystkiego, co wiemy dzisiaj.

Nie zawsze możemy wybrać to, co nas spotka, ale możemy z czasem wybrać sposób, w jaki na to spojrzymy. I może właśnie to jest trochę inny rodzaj wdzięczności.

Nie: „cieszę się, że to się wydarzyło”.

Ale: „Dziękuję za to, gdzie mnie to doprowadziło.”

Bo przecież wszystko, co wydarzyło się w naszym życiu — te dobre i te trudne rzeczy — stworzyło historię, którą dzisiaj nazywamy swoim życiem. I dlatego, siedząc dziś z kawą w moim ciepłym domu, myślę sobie, że chyba naprawdę mam za co być wdzięczna. Nie tylko za to, co dostałam. Także za to, co straciłam. Bo dzięki temu jestem dokładnie tutaj, gdzie jestem.

Podziel się, za co Ty dzisiaj jesteś wdzięczna 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[instagram-feed]